WYSTAWY

 

Spis od 1976

Wystawy 2003

wystawy tegoroczne

 

21.10 - 18.11. 2003

 

PIOTR WOŁYŃSKI - Apotropeje

Piotr Wołyński
Nota Biograficzna

 

TAJEMNICA W CENTRUM RACJONALNOŚĆI

Jesteśmy prawdopodobnie ostatnimi świadkami umierającej tajemnicy świata podwojonego obrazami (a może już tylko niejasno przypominamy ją sobie). [...] Takie rejestracje nie pozwalają mi zapomnieć o ogromnej sile i magii tkwiącej w każdym procesie powielania rzeczywistości. Jest w nich coś z magii; żeby je zrozumieć, trzeba uwierzyć w wagę i grozę płynącą z każdego aktu tworzenia obrazów rzeczywistości – te słowa Piotra Wołyńskiego wprowadzają w sam środek jego fascynacji zjawiskiem powstawania obrazu fotograficznego. Mimo dwukrotnego powołania się na magiczność tego procesu, autor w swoich poszukiwaniach artystycznych wychodzi zawsze od zwyczajnych, racjonalnie uchwytnych aspektów tego procesu. Jego prace przeprowadzają nas niepostrzeżenie przez granicę – która okazuje się jedynie cienką linią – dzielącą obszar pewnej i jasnej wiedzy od strefy nieznanego i nienazwanego. Właściwie jest jeszcze inaczej: Piotr Wołyński pokazuje nam, że nie poza granicą, ale w samym centrum racjonalności tkwi zdumiewająca i niewyjaśniona tajemnica, której w codziennym obcowaniu z rzeczywistością nie zauważamy.
Proces fotografowania wydaje się dzisiaj, po przeszło 160 latach od wynalezienia fotografii, równie zwyczajny i oczywisty, jak samo widzenie. Piotr Wołyński za punkt wyjścia przyjmuje więc działania zgodne z tymi oczywistościami. Kierując się podstawową, wiadomą z lekcji optyki wiedzą, że zasada budowania obrazu jest ta sama dla obiektywu i dla oka – wprowadza drugi obraz fotograficzny i nakłada go na pierwszy, podobnie jak to dzieje się w dwuocznym widzeniu. Powstają „mimoformy–, przedziwne obiekty, które są efektem zsumowania się w jeden obraz zapisów z dwóch identycznych negatywów, ukazujących ten sam przedmiot. Fantastyczne, jakby pochodzące z innego Wszechświata stwory, pojawiając się na zdjęciach budzą w nas podejrzenie, iż świat, jaki widzimy własnym obojgiem oczu, jest również może dziwacznym konstruktem nie przystającym zupełnie do prawdziwego kształtu rzeczywistości. Znajdując jeszcze inne wyjaśnienie istnienia owej szczeliny między światem a jego obrazem, poddajemy z kolei w wątpliwość oczywiste, zdawałoby się jeszcze przed chwilą, przekonanie o zasadniczej tożsamości obrazu fotograficznego z obrazem wzrokowym. Jeśli bowiem – przyjmijmy odwróconą sytuację – nasze widzenie bezpośrednie jest jednak istotnie przyległe do rzeczywistości, to, wobec tego, w momentalnej rejestracji „portretu światła– na srebrowej emulsji błony powstaje obraz zupełnie innego rodzaju. A jest to obraz budzący dreszcz zgrozy swoimi niesamowitymi właściwościami.
Takie rejestracje nie pozwalają mi zapomnieć o ogromnej sile i odpowiedzialności tkwiącej w każdym procesie powielania rzeczywistości. Jest w nich coś z magii; żeby je zrozumieć, trzeba uwierzyć w wagę i grozę płynącą z każdego aktu tworzenia obrazów rzeczywistości. Owo zdumienie i uczucie grozy, jakie pojawia się u fotografa i które wyraża on nie tylko w zdjęciach, ale także w słownym do nich komentarzu, w zadziwiający sposób ma swoje źródło w przyległości zasad budowy aparatu fotograficznego do obiektywnych właściwości świata. Wypływa ze świadomości, że w istocie obrazy „tworzą się same–, bowiem możliwość ich powstawania zawarta jest w samych regułach rządzących rzeczywistością. Świat sam w sobie posiada więc właściwości powielania się i reprodukowania w kolejnych cieniach, odbiciach, odwróconych obrazach z camery obscury. Wielość tych odbić, różnorodność ich charakteru dowodzą, że tak naprawdę nie poznajemy nigdy „prawdziwej rzeczywistości– – wędrujemy tylko wciąż wśród coraz to innych jej kształtów, coraz to nowych wcieleń. Staje się ona dla nas nieprzebytym gąszczem możliwości, otchłanią, z której wyłaniają się coraz to nowe chimery.
Tytułowe „apotropeje– to, według etnologicznej terminologii, środki służące do magicznej ochrony przed złem zagrażającym ze strony duchów, przyrody i ludzi. Dla Piotra Wołyńskiego tym magicznym zaklęciem ochronnym jest fotografia. Kolejne zdjęcia, ujawniając brak stałego charakteru rzeczywistości, jej amorficzność, płynność i „transparentność– – niemożliwość uchwycenia „obrazu ostatecznego– – coś jednak zatrzymują, stwarzają w tej groźnej otchłani jakiś punkt stały i niezmienny. To, co zostało zapisane na skrawku światłoczułego papieru – trwa i nie podlega metamorfozom.
Fotograficzny obraz, rejestrując na tej samej kliszy dwa wykluczające się wzajemnie stany rzeczy, jak to dzieje się w cyklu „Przejrzystość (działania przed kamerą)– odsłania „dziwność– (jak to nazywał Witkacy) rzeczywistości, współistnienie w niej wielu równoległych światów i zarazem oswaja tę rzeczywistość, zamykając ją w prostokątnym kawałku papieru. Prywatne apotropeje Piotra Wołyńskiego ukazują jednak zawsze obie swoje strony: kiedy chcielibyśmy zobaczyć w nich zwykły kawałek papieru, natychmiast wciągają nas w otchłań nieznanej nam przestrzeni; gdy przerazi nas jej niesamowitość – uspokajają, że to tylko powierzchnia światłoczułego papieru.
Seria prac wykonanych kamerą otworkową jest u Piotra Wołyńskiego działaniem innego zupełnie rodzaju niż rozpowszechnione ostatnio posługiwanie się tym narzędziem mające na celu „powrót do źródeł– fotografii. Tutaj, co prawda, chodzi również o „powrót do źródeł–, zupełnie inaczej jednak pojęty: działania te nie nawiązują bowiem do estetyki towarzyszącej początkom fotografii – chodzi w nich natomiast właśnie o pominięcie tego wszystkiego, co w sferze estetyki fotografii od tamtej pory zaistniało. Piotr Wołyński wykorzystuje w swoich pracach pierwszą i podstawową, a celowo pomijaną cechę procesu kreowania obrazów w camerze obscurze. Zwraca szczególną uwagę na fakt, że w istocie
w ciemni optycznej powstaje nie jeden obraz – jak może wydawać się, kiedy bierzemy pod uwagę dalszy rozwój techniki fotograficznej – ale niezliczona liczba obrazów, pojawiających się w każdym punkcie pudełka z otworem. To sama rzeczywistość, posługując się postawionymi na jej drodze przedmiotami, produkuje więc nieskończone swoje kopie; kreuje nowe przestrzenie, przestrzenie obrazów. Komunijne zdjęcie chłopca ze świecą w ręku – standardowy kadr amatorskiej fotografii – w wersji otworkowej Piotra Wołyńskiego staje się „Poznaniem– i „Pułapką Pana Boga–: spotkaniem dwóch lustrzanych rzeczywistości oraz ujawnieniem zastanawiających, przypadkowych korespondencji form, jakie w niej zachodzą, a które stają się widoczne dopiero na obrazie.
W fotografiach otworkowych tego autora ujawnia się zaskakująca dla współczesnego widza prawda o tym, że kreacja rzeczywistości wirtualnych, możliwa dzięki najnowszym technikom cyfrowym, nie jest w istocie niczym nowym. W ten sam sposób, wykorzystując dobrze znane i z pozoru oczywiste swoje właściwości, sama rzeczywistość wytwarza takie obrazy w zwykłym pudełku otworkowej kamery. Ponadto – obrazy te niosą w sobie przekaz o tajemniczej naturze otaczającej nas przestrzeni; przekaz, którego zwykle pozbawione są cyfrowe manipulacje obrazem.
Prace Piotra Wołyńskiego posługują się obrazem fotograficznym jako narzędziem poznawania natury rzeczywistości. Fascynacja tym obrazem i procesem jego powstawania ma źródło nie tyle w postawie badacza–analityka, ile w postawie artysty zdumionego nieoczekiwanymi formami, w jakich objawia się rzeczywistość w poznaniu indywidualnym
i osobistym, angażującym nie tylko racjonalny umysł, ale także emocjonalne przeżycie. Odwołując się do fotografii w jej rudymentarnych zasadach, do fotografii jako elementu raczej natury niż kultury, autor tych prac uświadamia sobie i ich odbiorcom niezwykle ważną prawdę o potrzebie pokory wobec wciąż przez nas nie poznanych tajemnic natury.

Elżbieta Łubowicz







"Negatyw głowy dzika"



"Mimoforma głowy dzika I"



"Mimoforma głowy dzika III"



"Troska II



"Z cyklu Obiekty chwilowe II



"Z cyklu Obiekty chwilowe III



"Pułapka Pana Boga






   

Finasowane przez Unię Europejską w ramach programu PHARE

HistoriaSklepikArtyści euroregionuWystawyEdukacjaInformacje

design by Jerzy Kurowski