Artur Żmijewski. Powtórzenie

20 sierpnia 2007 r.

W jeleniogórskim BWA odbyła się projekcja filmu Artura Żmijewskiego „Powtórzenie”, zmontowanego dokumentu, rekonstrukcji słynnego eksperymentu profesora Philipa Zimbardo znanego jako Stanford Prison Experiment (1971 rok).

Żmijewski postanowił odtworzyć to doświadczenie w konwencji „dokumentu filozoficznego”. Zdecydował się przenieść eksperyment z pola nauki (psychologia społeczna) w pole sztuki, a ponieważ wnioski Zimbardo znane są od dawna, artysta podkreślając je zwrócił uwagę na to, jak szybko zacierają się one w świadomości społecznej.

Powtarzając ów eksperyment Żmijewski zamknął grupę kilkunastu wyselekcjonowanych mężczyzn w fikcyjnym więzieniu. Zostali oni podzieleni na więźniów i strażników. Ci pierwsi, „porwani” z domów, odtransportowani zostali na miejsce z zawiązanymi oczami. Tam ubrano ich w jednakowe, więzienne trykoty i rozmieszczono w ciasnych, trzyosobowych celach. Nad tymi wszystkimi działaniami czuwał sam Żmijewski.

Po jednej stronie krat znaleźli się więc strażnicy – wyposażeni we wszystkie właściwe im przywileje – dobre jedzenie, godne ubranie, posiadający całkowitą władzę nad osadzonymi. Z drugiej strony byli więźniowie. Pozbawieni intymności, sterowani, odczuwający niesprawiedliwość wynikającą z losowania ról (czy też jakichś innych niejasnych sposobów przydzielenia „funkcji” uczestnikom eksperymentu). Nawiasem mówiąc to doskonały sposób na odtworzenie panującego powszechnie w więzieniach przekonania o własnej krzywdzie, o tym, że „siedzi się za niewinność”. Pierwszym krokiem na drodze do resocjalizacji jest uświadomienie sobie własnej winy i nabranie przekonania co do sensowności i sprawiedliwości odbywanej kary, tak więc uczestnicy eksperymentu postawieni w sytuacji ekstremalnej (a posiadający tylko skromne motywacje w postaci pieniędzy za udział w doświadczeniu i być może własnej ciekawości) zostali dodatkowo obciążeni przez brak oparcia w owym „planie resocjalizacji”, w tym, że nie mogli doszukać się w sobie jakiejś winy i spróbować odpokutować za nią. Wzmogło to ich frustracje i umocniło poczucie bezradności (o dziwo – po obu stronach krat, strażnicy zdawali sobie sprawę z takiego stanu rzeczy i na początku eksperymentu zdradzali objawy poczucia winy).

Żmijewski, idąc drogą Zimbardo, testował zamkniętych, ich cierpliwość, odporność na stres i presję. Uczestnicy od początku eksperymentu zdecydowali się robić to, czego od nich oczekiwano. Weszli w role, zaczęli grać. Strażnicy byli (usiłowali być) sumienni, drobiazgowi i nieprzejednani, natomiast więźniowie stali się niesforni i za wszelką cenę starali się demonstrować swój opór i niezadowolenie (oczywiście w na początku była to próba zachowania twarzy w ich krępującej sytuacji). Miały na to wpływ znane z reality – show weneckie lustra. Świadomość całodobowej obserwacji, która z jednej strony wiązała się z pewnego rodzaju komfortem psychicznym(nic strasznego nie może się stać skoro na nas patrzą), z drugiej stwarzała presję oczekiwań (patrzą na więźniów i strażników, więc muszą ich w nas zobaczyć). Uczestnicy dopiero później, w miarę rozwoju sytuacji, zaczęli demonstrować swoje prawdziwe, niezafałszowane emocje.

Podczas eksperymentu naciskom podlegały obie obserwowane grupy. Więźniowie narażeni byli na rozmaite „eksperymenty wychowawcze” pilnujących (regulamin, ćwiczenia fizyczne, izolatka…). Strażnicy natomiast odpowiedzialni byli przed swoimi „zwierzchnikami” – przed Żmijewskim i „radą”, którą stworzył (stanowili ją dwaj eksperci w dziedzinie więziennictwa i jeden były osadzony). A ponieważ wraz ze zmniejszającą się ilością więźniów (mieli możliwość rezygnacji w dowolnym momencie) zwalniano też niepotrzebnych strażników, pilnującym zależało na utrzymaniu jak największej ilości zamkniętych.

Poprzez demonstrację nieudolnych działań strażników Żmijewski zwraca uwagę na niemożność wypracowania mechanizmów kontroli pozbawionych przymusu i przemocy psychicznej. Równocześnie czytelne są jego refleksje dotyczące wpływu kamer (filmowania) na uczestników eksperymentu. Każdy z nich chce się zaprezentować jak najlepiej (przed kamerą, na oczach innych) niezależnie od sytuacji, w jakiej został postawiony. Żmijewski zwraca w ten sposób uwagę na istnienie ról społecznych, zakodowanych w każdym z nas, uruchamianych przy pomocy etykiet. Ról na tyle skostniałych, że nie podlegających żadnym modyfikacjom. Taką próbę, próbę wyjścia z roli, podjął na początku doświadczenia jeden z więźniów. Przez pewien czas kontestował on nie tylko strażników ale i sam eksperyment. Niestety szybko zaczął sprawiać wrażenie człowieka nieprzystosowanego, nie potrafiącego odnaleźć się w sytuacji. Człowieka pozbawionego wyczucia roli, którą przyszło mu grać, aspołecznego (i w gruncie rzeczy psującego doświadczenie).

Świadomość braku naturalności w zachowaniu uczestników nie przesłoniła jednak celów przedsięwzięcia – weryfikacji, utrwalenia w świadomości społecznej eksperymentu Zimbardo, być może poszerzenia listy wniosków.

Żmijewski transplantując to popularne doświadczenie w sferę sztuki naraża się na liczne zarzuty ze strony krytyki i publiczności. Począwszy od oskarżeń o wtórność, czy nawet plagiat, aż po oskarżenia o niemoralność, o próbę ucieczki w pole sztuki z działaniami, które nie uchodzą w sferze nauki. Jednocześnie odtwarzając doświadczenie na tym polu wytrąca sobie z ręki narzędzia, które stanowiły o sile eksperymentu psychologa Zimbardo. Szok, przymus, przemoc, manipulację, oszustwo… U Żmijewskiego doskonale funkcjonował cały system „zabezpieczeń”, począwszy od kontroli psychologów, poprzez realną możliwość opuszczenia więzienia w każdej chwili, aż po świadomość całodobowego filmowania przedsięwzięcia.

Projekt Żmijewskiego kończy się buntem wszystkich uczestników przeciwko organizatorom eksperymentu. Uczestnicy dążą do konsensusu, nie do konfrontacji. Od początku mają świadomość (kolejne narzędzie, z którego nie mógł skorzystać Żmijewski – zaskoczenie) skutków doświadczenia Zimbardo. Dlatego działają wbrew oczekiwaniom filmujących, przeciwko widzom. Wspólnie wychodzą z gry. Psują swoje role.

Piotr Machłajewski

 

Artysta postrzegany, klasyfikowany wygodnie, jak kolorowy ptak, szaleniec nieuleczalnie chory, został zepchnięty na margines społeczeństwa, które może tak „chronić się” przed autentycznym spotkaniem ze sztuką. Sztuką pozbawianą w ten sposób odbiorców.

Zarówno twórcy i potencjalni już tylko odbiorcy oddalają się od siebie, coraz bardziej sfrustrowani i coraz mniej odpowiedzialni za swoje decyzje, działania i światopogląd.

Zanik partnerstwa, dyskusji na jakikolwiek istotny temat pogłębia tylko obustronne poczucie izolacji i niespełnienia. Tak pokrótce można by zdefiniować podstawy aktywności artystycznej i publicystycznej Artura Żmijewskiego. Już w czasie studiów Artur Żmijewski (rocznik 1966) prezentował poglądy dotyczące relacji sztuki z rzeczywistością. Dziś niezmiennie i konsekwentnie Żmijewski artysta, pedagog i badacz środowiska rówieśniczych sobie twórców, wciąż pyta o miejsce i rolę artysty w społeczeństwie.

Świadomy demitologizacji pozycji współczesnego artysty, Żmijewski pyta wciąż o powszednią identyczność. O sposób znalezienia się we współczesnym świecie, z którego niewiele rozumie Żmijewski wie dobrze o tym, że same idee i głoszący je artyści, niewiele są w stanie zmienić bez powiązania ze światem polityki, mediów czy nauki.

Istotą jest przekonanie, że zmiana możliwa jest przez współudział, przez konfrontację postaw. Przez ujawnianie problemów i sytuacji na co dzień chowanych „pod dywan”, podobnie jak formowanie wygodnego wizerunku artysty, jako wolnego ptaka skaczącego z kwiatka na kwiatek rozlicznych idei i trendów.

Już w swojej teoretycznej pracy dyplomowej, „Moja teoria sztuki” (1995), Żmijewski mówił, że sztuka powinna wpływać na świadomość społeczną i pobudzać do myślenia. Stąd wynika postulat odpowiedniej siły oddziaływania i prowokacyjności. Najczęściej wykorzystywaną przez Żmijewskiego strategią artystyczną jest aranżowanie sytuacji, by sprawdzić, jak w wykreowanych przez niego warunkach zachowają się pokazywane przesz artystę osoby. W ten sposób jego prace wideo upodabniają się do reżyserowanych dokumentów.

W twórczości Artura Żmijewskiego wciąż pojawiają się pytania o powszechnie przyjętą w społeczeństwie „normę” człowieczeństwa, stosunek do ludzi funkcjonujących czy wyglądających inaczej. Ułomność, kalectwo, choroba to problemy wstydliwe, nie pasujące do obrazu młodych, pięknych i sprawnych ludzi, jaki lansuje kultura masowa „Berek”, Kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego”, „Lekcja śpiewu” czy prezentowane na Biennale w Wenecji „Powtórzenie”, mówią o tym, że wielu uwarunkowań nie da się przekroczyć,. Mówią też o tym, że przeistoczenie może zajść w sferze odbioru, gdy widz zaakceptuje odmienność świata „innych” i uzna ich prawo do własnej ekspresji. „Sztuka to ostra walka o ludzką świadomość”, jak twierdzi Artur Żmijewski.

Według Izabeli Kowalczyk zajmującej się sztuka krytyczną, nie wolno dziś zapominać, że tylko tak zaangażowana społecznie sztuka, „wytrąca z utartych schematów myślenia, pobudzając ostrą dyskusję”, co powinno znaleźć odbicie w programach edukacyjnych stanowiących alternatywę do bezrefleksyjnej konsumpcji produktów kultury masowej.

W swojej książce „Drżące ciała. Rozmowy z artystami” Żmijewski stawia pytanie wprost: po co nam sztuka, skoro nie ocali ni pojedynczych ludzi ani narodów. Jeśli nie potrafimy działać sztuką w konkretny sposób w rzeczywistym świecie – to po co nam ona? Wciąż jednak wierzy w siłę obrazów i siłę wyobraźni, która może okazać się zbawieniem w świecie wszechobecnych gotowych wzorców i wszechwładnej konsumpcji.

Jacek Jaśko

 

Po projekcji „Powtórzenia”… odbyła się dyskusja, której moderatorem był Paweł Jarodzki z wrocławskiej ASP. Zaprezentowano książkę Artura Żmijewskiego „Drżące Ciała. Rozmowy z artystami”. Pozycja ta dotyczy sztuki krytycznej i jej przedstawicieli (zawiera wywiady m.in. z: Pawłem Althamerem, Katarzyną Górną, Andrzejem Karasiem, Grzegorzem Kowalskim, Katarzyną Kozyrą, Zbigniewem Liberą, Joanną Rajkowską i Jackiem Markiewiczem. Żmijewski pokazuje postawy radykalne w sztuce, świadomie komentujące rzeczywistość, prowokujące do rozmowy, do refleksji, pomagające zauważyć mechanizmy rządzące naszymi zachowaniami. Autor podkreśla, że sztuka krytyczna nie boi się ataku, jest pozbawiona owego „fantazmatu”, który odcina społeczeństwo od sztuki oraz sztukę od odbiorców; a który to – poprzez jej opiekuńcze skrzydła – sprawia, iż komentarzy tych nie bierze się na poważnie. Artur Żmijewski pozbawia się owego „płaszcza ochronnego”, przygotowany jest na argumenty, które mogą być silniejsze i w konsekwencji – będące w stanie obalić jego tezy.

Luiza Laskowska

Artur Żmijewski (ur. 1966 r.) – rzeźbiarz, filmowiec, kurator, artystyczny radykał. Związany z Fundacją Galerii Foksal, członek redakcji „Krytyki Politycznej”. W latach 1990 – 1995 studiował na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Uczeń „Kowalni” – pracowni Grzegorza Kowalskiego. Filmem „Powtórzenie” reprezentował Polskę na 51. Biennale Sztuki Współczesnej w Wenecji.